Nie znoszę zimna, więc może pójdę morsować?

Odkąd pamiętam byłam największym zmarzluchem świata! A przynajmniej rodziny. Kiedy zimą wszyscy w domu chodzili w koszulkach, ja siedziałam ubrana w dwa swetry, owinięta kocem i z kubkiem gorącej herbaty. Ostatnią więc rzeczą, o której mogłabym pomyśleć było wchodzenie do zimnej (lodowatej) wody. W dodatku bez żadnego przymusu! Na szczęście przekonała mnie Aneta, koleżanka z zespołu. Spontanicznie zdecydowałam się spróbować, jednocześnie w duchu myśląc, że to pierwszy i ostatni raz!

Na moją pierwszą zimną kąpiel w zeszłym roku wybrałam się z Anetą i dołączyłam do Krakowskiego Klubu Morsa Kaloryfer. Przez organizatorów zostałam poinformowana jak się zachować i jak będzie reagował mój organizm. Po wspólnej rozgrzewce wszyscy wchodzili do wody. Atmosfera pełna radości, euforii oraz adrenalina pomogły w przełamaniu strachu. Obawiałam się, że trudno będzie mi wytrzymać minutę. A taki był wtedy cel. Miałam w głowie wizję, że po kilku sekundach w wodzie będę chciała uciekać. Ku mojemu zaskoczeniu, gdy wydawało mi się, iż kąpiel trwa zaledwie chwilę, mój mąż kibicujący z brzegu pokazał, że minęły już dwie minuty! Mimo chęci pozostania dłużej, rozsądek zdecydował, aby wyjść. Moja radość była nie do opisania!

Od zeszłego sezonu sama zostałam propagatorem morsowania i mam na swoim koncie kilka zachęconych osób. Jeśli chcesz dowiedzieć się jak przygotować się do morsowania i dlaczego warto, zapraszam Cię do wpisu Anety (link). Ja natomiast podzielę się z Tobą moimi subiektywnymi odczuciami i argumentami, jakimi zwykle przekonuję znajomych, żeby spróbowali zimnych kąpieli.

1. Endorfiny. Nie sądziłam, że zimna kąpiel może sprawiać radość. Za każdym razem po wyjściu z wody śmieję się od ucha do ucha i czuję przepełniające szczęście. Z moich obserwacji i rozmów wnioskuję, że nie jestem w tym jedyna!

2. Sposób na redukcję stresu. Początkowo morsowaliśmy (mąż dołączył od drugiej kąpieli) w niedziele w południe. Pewnego razu umówiliśmy się z dwójką znajomych (Karol i Ewelina – pozdrawiam) w piątek wieczorem. Dla mnie to był strzał w 10! Wieczorny klimat i cisza były kojące. Po wejściu do wody poczułam jak schodzi ze mnie stres z całego tygodnia. Później spałam jak dziecko!

3. Ludzie. Dzięki zimnym kąpielom mieliśmy okazję poznać wiele fajnych, trochę zwariowanych osób. Morsowaliśmy w Krakowie, Nysie i Stężycy. Wyjeżdżając do rodziny w lubelskie strony koniecznie chcieliśmy odbyć kąpiel. Znaleźliśmy Klub Morsa z Łabędziem Być, zapytaliśmy o możliwość dołączenia i zostaliśmy bardzo miło przyjęci. Cudownie jest spotykać osoby, mające podobną zajawkę.

4. Zima nie taka straszna. Jak wspomniałam na początku zawsze bardzo marzłam. Co więcej mroźne zimy były dla mnie paraliżujące. Nie miałam ochoty wychodzić i bardzo źle znosiłam zimno. W zeszłym sezonie jednak, dzięki zimnym kąpielom dużo mniej narzekałam na zimno, bo nie odczuwałam go tak bardzo! Dla mnie to ogromny komfort funkcjonowania w tej porze roku.

5. +100 do mocy. Nie ma co ukrywać, że „morsy” stanowią mniejszość społeczeństwa. Zatem poczucie pewnej wyjątkowości myślę, iż jest znajome wielu osobom decydującym się morsować. Przecież nie jest chlebem powszednim wchodzenie w stroju kąpielowym do przerębla! Przełamanie tej bariery daje poczucie, że możesz wszystko!


Mam nadzieję, że jeśli rozważałaś morsowanie, mój wpis przekonał Cię, aby spróbować! Jeśli tak się stanie, będzie mi miło jeśli podzielisz się wrażeniami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

75 + = 76